Na szczęście choć nie można wydłużyć doby do 48 godz. słoneczko świeci coraz mocniej i coraz dłużej. Jeszcze kilka dni i będzie wiosna. Już się jej doczekać nie mogę. Przeczytałam dziś, że optymalna ilość kroków zrobionych w ciągu dnia to ok. 10 tys. Przy takiej aktywności fizycznej są szanse na zrzucenie nadwagi i zwiększenie sprawności fizycznej. No właśnie, sprawność fizyczna. Po wczorajszym wypadzie boli mnie kolano, mam znów lekki przykurcz ścięgna. Trudno mi rozprostować nogę. Czuję się rewelacyjnie, poza tym jednym wyjątkiem. Grzecznie łykam suplementy diety, ale jeszcze za wcześnie, by móc coś powiedzieć o efektach. Mam w dalszym ciągu problem z jedzeniem. Regularne posiłki, a przedewszystkim niskokaloryczne posiłki to moja pięta achillesowa. Zawsze brak czasu na przygotowanie coś dobrego, a niskokalorycznego. Dziś śniadanko bylo grzecznie, twarożek chudy rozrobiony ze szczypiorkiem, papryką, śmietaną 12% i szczyptą soli. Drugie śniadanko też grzecznie, surówka z kapusty pekińskiej, marchewki, papryki, pomidora i kilku kropel oliwy z oliwek. Obiad - kilka kopytek, ale ze skwarkami. Nie była to duża ilość, ale nikt mi nie powie, że boczek, nawet odsączony z tłuszczu jest niskokaloryczny. Nie potrafiłam się mu oprzeć. Potem zjadłam jeszcze trzy bułki wieloziarniste z serem żółtym i jakąś wędliną. Zastanawiam się ile wypiłam... Rano kawa... chyba zaczynam się od niej uzależniać. Chociaż to wcale nie jest dla mnie dobre. Mam wysokie ciśnienie i niezażycie jednej małej tabletki powoduje jego natychmiastowy skok... Mam nadzieję, że wreszcie zmienię styl swojego odżywiania na dobre, zaczną wreszcie przynosić efekty moje starania i zacznę chodnąć. Pochodziłabym sobie na dłuższe spacery, ale droga koło mnie skutecznie zniechęca mnie do chodzenia pieszo. Jedno wielkie błoto. Wystarczy przejść kilkanaście metrów i całe buty mokre. Co gorsza sąsiedzi zakopali wszystkie możliwe rowy melioracyjne i skutkuje to tym, że woda nie ma gdzie schodzić. Niestety, za głupotę się płaci... My jesteśmy ciut wyżej, więc nas to nie dotyczy, ale sąsiedni dom prawie cały rok stoi w wodzie. Cóż niektóre osoby nie mają za grosz wyobraźni. Najpierw przeszkadzały dreny, ktoś je więc przerwał (skutek oczywiście prawie natychmiastowy), a potem jeszcze rowy melioracyjne... ech... Nie mam pojęcia, co stanie się z tym całym śniegiem, który teraz topnieje. Ziemia nie jest w stanie wchłonąc całej wody. Zapewne będzie stać. mam nadzieję, że da się jednak suchą nogą przejść do głównej drogi. Obiecałam sobie, że zacznę robić te 10 - 12 tys. kroków dziennie. Lubię długie spacery. Zazwyczaj zakładam wtedy słuchawki na uszy i idę, idę przed siebie... Ech...
A dziś tylko : 2934 kroki, rower - 0, za bardzo mnie bolało kolano, ale za to troszkę poćwiczyłam. Niedużo , 15 minut, tak, na delikatny rozruch. Kiedyś sporo ćwiczyłam. Może teraz bym do tego wróciła... Tylko cały czas myślę jak się zorganizować. Jak robię jedno, brak czasu na drugie... Szkoda, że czasu nie da się rozciągnąć...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz