Na kobieta.pl znalazłam ciekawy artykuł. Odpowiada on na pytanie, które i mnie nurtuje bardzo mocno. Dlaczego nie chudnę? Mało jem, owszem czasami bardzo kalorycznie, ale jednak są to niewielkie ilości. Poza tym rzadko teraz przegryzam już między posiłkami i coraz rzadziej są to kaloryczne przekąski. Takich rzeczy jak chipsy w ogóle nie jadam. Nie smakują mi po prostu. Ale wracając do artykułu. Spróbuję go omówić pod moim kątem. Co robię źle. A może to nie moja wina?
Pierwszy podstawowy grzech to zbyt mało ruchu. Tutaj nie mam sobie zbyt wiele do zarzucenia. Zawsze starałam się być osobą aktywną. Teraz basen trzy razy w tygodniu, chodzę regularnie, i codzienny rowerek (godzina dziennie). Jeśli, zdarzy się, że nie jeździłam na rowerku, co zdarza się bardzo, bardzo rzadko, to zazwyczaj w ciągu dnia dużo chodzę. Rzeczywiście dużo. Sprawdziłam empirycznie, czyli doświadczalnie, że codziennie, jak nigdzie nie idę robię 1500 kroków. Czyli tyle co nic. Przed złamaniem nogi dochodziłam do 1200 – 1500 kroków codziennie. Bez względu na pogodę chodziłam na długie spacery. Po zrośnięciu się nogi, w ramach rehabilitacji zaczęłam jeździć na rowerze. Stacjonarnym, oczywiście. Ta forma ruchu bardzo mi spasowała. Zamieniłam więc długie spacery na jazdę na rowerze. Teraz dużo mniej chodzę, ale czuję się rozgrzeszona, bo jeżdżę. Jak twierdzi autor artykułu kilkadziesiąt minut ćwiczeń w tygodniu (oprócz diety oczywiście) to zbyt mało. Minimum to 4 dni tygodniowo, w czasie których wykonujemy ćwiczenia aerobowe przynajmniej przez 30-40 minut. Do tego powinny jeszcze dojść dwa treningi modelujące sylwetkę. Dopiero wtedy możemy oczekiwać efektów. Zastanawiam się więc, czy to co ja robię, to dużo, czy mało. Z ciekawości poszukałam więc informacji, jakie ćwiczenia zaliczamy do ćwiczeń aerobowych. Okazało się, że (oprócz tego, że jest to jakaś skomplikowana definicja), tak naprawdę to szybki marsz, pływanie, jazda rowerem przez co najmniej 30 – 45 minut to właśnie ćwiczenia aerobowe. A ja zamartwiałam się, że może potrzebna jest jakaś specjalna forma ruchu. Nieprawda!!! Tak więc, pod względem ruchu nie mam sobie nic do zarzucenia. Ba… Przy moim nadciśnieniu wręcz taki trening (rowerek, pływanie, szybki marsz) są wręcz wskazane. Hm… W takim razie muszę przeanalizować pozostałe tezy artykułu. Może znajdę odpowiedź, dlaczego… dlaczego moja waga nie spada?? Ale to już nie dziś. Teraz idę jeszcze się troszeczkę dotlenić, a potem wsiadam na rower. W końcu mądrzy ludzie zalecają rowerek. Więc na pewno nie zrezygnuję z niego dobrowolnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz