Przedtem było zimno, a teraz śnieg sypie...takim to sposobem można się zawsze rozgrzeszyć. Do tego wszystkiego potwornie boli mnie głowa, to chyba to zapowiadany przez synoptyków obniżenie ciśnienia. Dziś ponoć ma być jeden z najgorszych dni w roku dla naszych organizmów. Cieszę się bardzo z ocieplenia, mam jeszcze nadzieję przeżyć ten dzisiejszy dzień i wreszcie nabrać troszkę, jakie troszkę? dużo, energiiJ Dziś na śniadanko była wątróbka, na drugie będzie serek rozrobiony jak zwykle ze szczypiorkiem, papryka, śmietaną. Kupowałam wczoraj serek dla siebie i mój małżonek, który był przy zakupie zaczął mówić, tylko nie chudy, tylko nie chudy weź tłusty. Popatrzyłam na niego dziwnie, wzięłam dla spokoju rodziny półtłusty. Zazwyczaj biorę chudy, zawsze to troszkę mniej tłuszczu. Mój mąż twierdzi, że ser chudy nie ma smaku, w takim razie ja też nie mam smaku, bo mnie smakują jednakowo jeden i drugi. Walki jakie toczyłam przy śmietanie, czy kupować 18%, czy 12% wywoływały mój śmiech. Staram się w miarę możliwości zmieniać nawyki żywieniowe całej rodziny. udało mi się o tyle, że przykładowy ser biały i śmietana są chudsze, zdecydowanie więcej je się u nas teraz warzyw, już nie działają na mnie prośby, ja nie lubię, czy ja nie będę bo mi nie smakuje, czy coś tam jeszcze. Daję na talerz i nie dyskutuję. Zdarza się , że coś na talerzu zostaje, ale zawsze coś skonsumują. Wierzę, że w dłuższym okresie czasu te małe zmiany zaprocentują. Zamiast 2 lasek kiełbasy daję jedną. Zamiast tłustego mięsa rosołowego, biorę chudziutkie pieczeniowe. W domu zawsze są pomidory, ogórki świeże, kiszone, rzodkiewka, szczypiorek? Zawsze są jabłka i często inne owoce. Wiem, że niełatwo zmienić jest sposób myślenia, ale wierzę, że to mi się uda. Jeśli zmienię go u siebie, a już zaczęłam się zmieniać. Zanim sięgnę po coś nowego to najpierw się temu przyglądnę, przeczytam skład, zawartość tłuszczu, ilość kalorii. Jeszcze nie tak dawno patrzyłam tylko na wygląd opakowania, jak ładne, to lądowało u mnie w koszyku, na szczęście tamte czasy minęły, mam nadzieję bezpowrotnie. Tkwi we mnie jeszcze przekonanie, że lodowka powinna być pełna i jeszcze sprawia mi trudność poproszenie sprzedawczyni o pokrojenie wędliny, czy sera i zakup w ilościach powiedzmy 10-cio, czy 20-to dekowych. Co tu dużo mówić, w mojej podświadomości tkwi jeszcze widok pustych sklepów i zakodowany jest przymus kupowania dużych ilości jedzenia i brania tego co jest pod ręką. Walczę z tym przyzwyczajeniem, ale nie jest łatwo. Uda się? Wcześniej czy później uda się.
Kawy, królestwo za kawę? no, może niekoniecznie królestwoJ Śpię, zasypiam, życie ze mnie ucieka. Obiecywałam sobie na drugie śniadanie serek biały, guzik z pętelką. Nie zrobiłam go od razu i ? no tak, efekt murowany, Zgłodniałam potwornie, rzuciłam się do lodówki i zupełnie bezmyślnie szybko dwie kromki chleba z serem żółtym na patelnię. Oprzytomniałam jak już jadłam. Nie byłam w stanie się oderwać od jedzenia, zjadłam. No cóż. Padłam, wstaję:D Będzie lepiej. Żebym ja wreszcie znalazła czas na zapalnowanie swoich posiłków i wcześniejsze ich przygotowanieL Z tego co widzę, to chyba w tej chwili mój największy problem. Żołądek troszkę się skurczył. Troszkę? dużo!!! Jem ilościowo dużo mniej jak jadłam. W dłuższej perspektywie to wreszcie zaprocentuje. Dziś mam nadzieję dzieciaki nie odpuszczą i pójdziemy na basen razem. Obiecują mi to od wczoraj. Hm? jak już raz się zbiorę? kupię karnet? nie byłoby wyjścia? Okaże się wieczorkiem:d
Do picia mam przygotowaną czystą, niegazowaną wodę mineralną. Do tej pory dodawałam sobie rozpuszczalną Wit. C. Teraz się skończyła, będzie czysta woda mineralna. nie kupuję na razie witamin, bo jem ich, tak mi się przynajmniej wydaje w odpowiednich ilościach w warzywach i owocach. Rozpuszczanie witamin w wodzie było etapem przejściowym. Piłam do pewnego okresu czasu tylko napoje gazowane i ciężko było mi się od razu przestawić na czystą wodę. teraz już jestem gotowa do tego kroku. Kolejny krok do przodu, udało mi się porzucić uzależniającą i bardzo kaloryczną pepsi. Dla mnie to ogromny krok do przodu. Oby więcej takich zmian:D Pomału, ale stale. Jeszcze z potknięciami, ale idę w dobrą stronę. Jeszcze tylko ruchu mi brakuje. Ale niech się tylko ciut cieplej zrobi;P I troszkę dłuższe dniJ
Klamka zapadła, dzieciaki nie popuszczą, idę razem z nimi na basen. Zastanawiam się, czy zmieszczę się w strój i co ja zobaczę bez okularów?? Jak zacznę chodzić, to muszę sobie zrobić okulary do pływania korekcyjne. Żołądek mam ściśnięty w węzeł. Na tym basenie jeszcze nie byłam, w zeszłym roku chodziłam na inny i tam wiedziałam jak się obrócić i nie było zbyt wielu osób. trudno. Słowo się dało, kobyłka u płota. ech.. A jak już mowa o żołądku, to zrobiłam dziś na obiad zupę ogórkową (nie jadłam) i .. naleśniki (oczywiście zjadłam), ale za to nie było żadnych dodatkowych przekąsek między drugim śniadaniem a obiadem. To też moje osiągnięcie. Już prawie nie podjadam między posiłkami. Wcześniej czy później musi mi to zaprocentować. Muszę tylko wytrwać w tych moich zmianach. Jako farsz był do wyboru: dżem truskawkowy, serek biały rozmieszany z żółtkiem i cukrem i mniam, to co tygrysy lubią najbardziej: sałatka z kapusty pekińskiej, marchewki, rzodkiewki i szczypiorka. A i jeszcze pomidorek. Warzywa nabrały zupełnie innego wymiaru. A kaloryczność takich naleśników zdecydowanie zależy od tego, czym się je wypełni. Nawet dzieciaki się chwyciły i wołały, jakie smaczne to buritos: Gdzie oni widzieli buritos?? Pytali tylko, gdzie mięsko, oni też są mięsożercami, ale to dobry pomysł. Zesmażyć na patelni grilowej mięsko, dołożyć warzywa.. To może być dobry pomysł na naleśniki,. Muszę go wypróbować. Znów pomyślałam o basenie? Na rower chyba dziś nie wsiądę ,ale za to będzie dłuższy spacer i .. basen.. Czy ja mam gdzieś swój czepek?? Ech.. najtrudniejszy pierwszy krok?
Wróciłam właśnie z basenu. Jestem szczęśliwa, że się wybrałam. Postanowienie, przynajmniej raz w tygodniu basen. najlepiej by było rano, o 6.30, bo najtaniej, ale kto mi tam każe wstać o tak wczesnej godzinie, więc raz w tygodniu , może dwa razy w tygodniu na 20.00. Kondycji mi brak. ale kilka razy przepłynęłam basen tam i z powrotem. Basen ma długość 25 m, więc nie jest tak źle, największa głębokość jakieś dwa metry, bo mnie przykrywa. Całkiem niezły, jak na moje potrzeby wystraczający. Cenowo też nie jest najgorzej. Największy plus to taki, że mam do niego pół godziny na piechotkę. Chyba, że nauczę się szybciej chodzić. W jedną stronę poszłam na piechotkę, z powrotem wróciłam samochodem. Dzieciaki też zadowolone, pozjeżdżali troszkę, pobawili się piłką na basenie rekreacyjnym. Na rower dziś już nie wsiądę, czuję się rozgrzeszona pobytem na basenie. Kondycyjnie muszę podciągnąć, bo pływać pływam, ale czuję to moje pływanie zarówno w rękach, jak i w nogach. Jak będę następnym razem, to wykupię sobie karnet, żeby mieć większą mobilizację. Podsumowując dzień, dziś tylko krokomierz: 4450 kroków. malutko, ale jakbym tak codziennie chodziła na basen? to w obie strony byłoby 9000:D bo te 4000 kroków, to praktycznie droga na basen, jako, że jak mało kiedy zapomniałam dziś założyć krokomierz i ubrałam go dopiero jak szłam na basen. Daje to i tak 2,71 km i 155 kalorii. Jakbym tak codziennie chodziła na basen, to chyba szybko bym leciała z kilogramów, ale aż takiej mobilizacji nie mam:D Chyba, że? Nie mówię teraz, ale jak dzień będzie dłuższy i będzie piękna pogoda? To był udany dzieńJ

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz