krokomierz

piątek, 12 lutego 2010

dzień trzydziesty ósmy

Uf? Odzyskałam wreszcie swojego lapka. Mam nareszcie łączność ze światem. Nie jestem już uzależniona od sieci radiowej, przetestuję jak sobie radzi polsat. Dziś było troszkę chodzenia. Byłam w Muzeum Jana Matejki. Spacer z przewodnikiem. Mieliśmy wspaniałą panią przewodnik, opowiadała bardzo ciekawie, nawet nie zauważyłam, jak minęły dwie godziny zwiedzania. Poza chodzeniem, słuchaniem i oglądaniem nic sensownego dziś nie zrobiłam. Teraz ściągam pliki w drugą stronę po sformatowaniu komputera. Wymyśliłam, że kupię sobie dysk twardy,pendrive jest zbyt mały, wtedy nie będę mieć kłopotu z danymi. Na płytkach mi się nie mieści, ale nadysku 500 GB zmieści się na pewno. Pogoda była idealna na spacer, wykorzystałam ją w pełni. Do południa było grzecznie, dietkowo, bo nawet nie miałam gdzie zjeść. Na obiad, na drugie danie obiecałam naleśniki i sama też kilka zjadłam. Zawsze lubiałam mączne potrawy. Do naleśników tym razem był dżem truskawkowy niskosłodzony i biały serek rozrobiony z żółtkiem i cukrem. Starałam się nie dawać zbyt dużo cukru, ale do dietetycznych serek się zdecydowanie nie zaliczał. Cieszę się niezmiernie, że wreszcie mam problem z głowy z komputerem. Dziś już tylko przyjemności i lenistwo. Od jutra z powrotem wchodzę na wysokie obroty. O rowerze nie zapomnę, chociaż niestety stwierdzam, że kolana mnie znów bolą. Wydaje mi się, że to od pedalowania właśnie, ale też zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli raz sobie odpuszczę, to koniec. Teraz fajnie mi się jeździ, jakby z rozpędu. Po prostu przychodzi wieczór, rower, książka, słuchawki na uszy i przestaję istnieć dla świata. Muszę przyznać, że podoba mi się ta wieczorna chwila:D Na basen jutro chyba się nie wybiorę, ale za to we wtorek na pewno. Muszę sobie ustawić dni, w które będę chodzić, bo takie od przypadku do przypadku skończy się tym, że nie będę miała motywacji. A jak już wejdę w rytm 3, 4 razy w tygodniu, to będę chodzić, bo trzeba i już. Cieszy mnie ten basen. Oprócz tego, że lubię wodę, to jeśli idę z dzieciakami, to dodatkowo świetnie się razem bawimy. A czas spędzony z dziećmi, nawet dorosłymi, to czas bezcenny?


Jest już bardzo późno, ale wejdę jeszcze na chwilkę na rower. Niedługo, ale chociaż troszkę. Mnóstwo czasu spędziłam dziś przywracając swoje dane na lapku. Pora odpocząć na rowerku.

Dość, padłam. Pora na podsumowanie dnia. Z ruchem było całkiem nieźle, głównie dzięki długiemu spacerkowi do i w Domu Matejki. Rower.. niezbyt jestem zadowolona, ale biorąc pod uwagę fakt, ż emięśnie mi się już przykurczyły, to i tak nieźle. Dietkowo? fatalnie, muszę się poprawić na tym polu. Zastanawiam się, jak dziewczyny są w stanie przejechać 60, 70 km codziennie. Podziwiam je. Może kiedyś też dojdę do takiego mistrzostwa, ale póki co musi mi wystarczyć to co mam.

Podsumowanie dnia:

Rowerek: 15 km; 342 kalorie

Krokomierz: 9952; 348 kalorii (całkiem przyzwoicie)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz