Trzynasty, a jednak nie pechowy:D
Wstałam dziś piekielnie śpiąca. Nie widziałam nic na oczy, a to dlatego, że raz kładę się spać codziennie prawie o północy, zanim zasnę jest pierwsza, a dwa, że biegam ze trzy raz w nocy do łazienki. Chyba jeszcze schodzi woda z mojego organizmu. Prawdą jest, że zawsze mi puchły nogi. Przy codziennym wysiłku na rowerku nogi przestały mi puchnąć. Coś wspaniałegoJ Kostki mi się nagle takie szczuplutkie zrobiły:D Dumna jestem z siebieJ ale kawę muszę sobie zrobić, bo padnę na nos, a mam mnóstwo pracy. Posiłki planuję tak jak wczoraj : 8.00; 11.00; 14.00; 17.00; 19.00 ? wczoraj byłam syta cały dzień, więc to chyba odpowiedni rozkład posiłków dla mnie. Pojutrze chwila prawdy, ale tak na moje oko? kilogram w dół:D Na śniadanie kubek mleko i jajecznica solo, bez chleba oczywiście. Od początku mojej zmiany w żywieniu nie zjadłam ani kromki chleba. Nieźle:D A i do słodyczy mnie ciągnie troszkę mniej. Wczoraj nie było żadnych przegryzek, mam nadzieję, że dziś tak się będę trzymać. Nie jest łatwo. Dziesięć brzuszków zrobione.
Przegryzłabym coś między pierwszym a drugim śniadaniem, ale właśnie przegryzania chcę się oduczyć. Zabieram się z powrotem do roboty, muszę wytrzymać do 11.00. Chociaż to nie jest łatwe. Ale przecież podejmując swoją walkę z nadwagą wiedziałam, że to nie jest łatwe. Jestem twarda, dam radę. Najwyższy czas zadbać o siebie i zacząć żyć dla siebie. Dzieci są coraz większe, a przede mną jeszcze niespełnione marzenia, więc nie będę się roztkliwiać nad sobą, że jestem odrobinę głodna. Dam radę!!! Jestem twarda!!! Nie będę mięczakiem!!! osiągnę swój cel!!!
Drugie śniadanko zgodnie z planem. Na śniadanko sałatka : kapusta pekińska, marchewka, rzodkiewka, szczypiorek, pomidorek, ogórek. Całkiem niezła ta sałatka. Żeby tylko była bardziej sycąca. No, ale gdyby była bardziej sycąca, to by była bardziej kaloryczna:D
Mało brakowało, a zjadłabym obiad przed czasem. Dzieciaki przyszły ze szkoły, podgrzewałam im zupę i tak mi zapachniała i zasmakowała (sprawdzałam ilością na czubku łyżeczki, czy już jest dobrze podgrzana, ale dałam radę. Zjem troszkę później. Kubeczek. Pojutrze ważenie. Korci mnie niesamowicie, żeby wskoczyć na wagę, ale zdaję sobie sprawę z tego, że waga potrafi się zmieniać w ciągu dnia. Dlatego nie chcę się dołować, czy podskakiwać z radości widząc wahania wagi. raz w tygodniu, w piątek, ważenie, mierzenie i fotografowanie.
Zupka zjedzona, kubeczek pomidorowej z wczoraj, co prawda już podbita śmietaną, ale 12 % i z makaronem, ale ja starałam się jak najmniej makaronu wlać do garnuszka. Normalnie wypiłabym ten kubeczek w przeciągu kilku sekund, dziś delektowałam się nią łyczek po łyczku. To jest jedna z rzeczy, której muszę się nauczyć . Wolne jedzenie. Zawsze miałam problem ze znalezieniem czasu na spokojne zjedzenie posiłku. Zazwyczaj jadłam w przelocie, nie mając czasu na jedzenie. Bo praca, bo dzieci, bo tysiące wymówek. Efektem było to, że jadłam dużo więcej niż powinnam , w porach, w których nie powinnam i rzeczy, których nie powinnam. Po dzisiejszym kubeczku czuję lekki niedosyt. niemniej jednak nie jest to uczucie głodu, jakie dominowało zazwyczaj. Następny posiłek o 17. Wytrzymam. Dam radęJ
Jeszcze prawie godzina do mojego kolejnego posiłku. Dam radę, muszę dać radę, chociaż nie powiem, w żołądku pusto. Zastanawiałam się co zjeść na ten kolejny posiłek i przypomniałam sobie, że przecież brokuł leży w lodówce. Na pewno będzie pyszny. I sycący. Mniam.
Solidna porcja brokułu, kto wie, może wystarczy zamiast kolacji? czwarty posiłek troszkę przesunęłam, dałam radę, zajęłam się czymś i nawet się nie obejrzałam jak przyszła pora na nasty posiłek. A ponieważ gotowałam brokuł, więc chwilkę potrwało, zanim się do jedzenia zabrałam. Porcja dość solidna? okaże się. jeśli będę głodna, to coś wezmę. Niemniej jednak po 19.30 szlaban na jedzenieJ Co prawda smaczniejszy byłby z bułką tartą zasmażaną na masełku, ale wtedy i jego wartość kaloryczna poszłaby w górę jak ? Więc nie było bułeczki, tylko kalafiorek solo:D
Zjadłabym coś jeszcze, jestem głodna, a na dodatek moje samopoczucie jest do d? pewnie, że się nie chwycę za jedzenie,zbyt wiele mnie kosztowało dojście do stanu, w którym jestem. Ale pożalić się pożalę. Jak zwykle wieczorem mam największy problem z odmówieniem sobie jedzenia. Ale dam radę. Wsiadam na rowerek i jadę dalej wzdłuż równikaJ
Kryzys. Przejechałam pół godziny na rowerze, zostało mi jeszcze drugie pół godziny i czuję się tak wściekle głodna. Ale wiem, że jeśli się teraz złamię, to następny raz będzie jeszcze prościej. Zrobię sobie wody z witaminą C. Podobno, jeśli ktoś czuje głód powinien się najpierw napić wody, ponieważ głód zazwyczaj oznacza pragnienie. tak czy inaczej dziś już nic nie zjem. Chyba, że własne palce z głodu pogryzę. Nie pójdę do lodówki, za nic. Zbyt duży krok do przodu zrobiłam, żeby to wszystko diabli wzięli. Nie poddałam się nerwom, nie sięgnęłam po jedzenie, nie poddam się i teraz. Wytrwam.
Już myślałam, że nie wysiedzę na tym rowerze, ale dałam radę, co prawda nie za jednym razem, ale przejeździłam godzinę na rowerze, zrobiłam 22,5 km, spaliłam 511 kalorii.:) Kroków dziś tylko 3000, a może ten mój krokomierz nie mierzy wszystkich? i 104 kalorie. Dobre i tyle. Zaraz idę pod prysznic, bo pływam we własnym sosie, a potem głowa do poduchy i spać:D
Kolejny dzień bez słodyczy, to dopiero trzeci? Ale może to dobry początek odwykówki.. jeszcze parę miesięcy i nie będę się rzucać na słodycze, jak je będę widzieć:D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz